15 kwietnia, 2012

IVR - perfumowane mgiełki do ciała

Nie potrafię wyjść z Super-Pharm z pustymi rękoma. Apteka sama w sobie do najtańszych nie należy, jednak ich programy lojalnościowe wymiatają. Ostatnio weszłam tam po jakieś drobiazgi, próbując uciszyć błąkającą się po głowie myśl 'masz kupon na zieloną herbatę Elizabeth Arden, 49 z 219, kup, kup, kup...'. Nie kupiłam. Wzrok mój za to zatrzymał się na półce kolorowych, smukłych buteleczek. IVR perfumowane mgiełki do ciała. Wwąchałam się w każdy tester: zainteresowały mnie mandarynkowe i brzoskwiniowe, jednak padło na zapach, który na mojej wishliście wisi od ładnych paru lat. Zielona herbata (tutaj: plus werbena) - świeża, trochę gorzka, przymierzałam się do niej co rok późną wiosną, chcąc latem pachnieć czymś orzeźwiającym (moim życiowym partnerem od ponad czterech lat jest Kenzo Amour; jak go sobie teraz wącham to zastanawiam się czy jako piętnastolatka nie wychodziłam na podkradacza maminych zapachów). Po wstępnych oględzinach zapachu na papierku, spryskałam sobie jeszcze nadgarstek, sprawdziłam cenę: z kartą lifestyle 14.99, bez niej dychę drożej i jak mały czołg z zaciętą miną runęłam do kasy (zwijając po drodze dwa Corny Big, 3.49 za duet; niech ma czołgość kwitnie). W autobusie przypomniałam sobie o użytym testerze, ręka powędrowała do nosa i... nastąpiła chwila konsternacji. Ani śladu zielonkawej goryczy, nawet najdrobniejszej herbacianej nutki! Całość była mydlana, tak mydlańczo mydlana jak najbardziej duszące zapachy mydeł w kostce po użyciu których aż korci, żeby umyć ręce czymkolwiek i jak najszybciej pozbyć się aromatu. Wyglądałam pewnie jak idiotka przykładając co chwilę nadgarstek do nosa, ale nie mogłam uwierzyć, że ten obiecujący zielonkawy płyn (absynt też lubię) nagle zmienił się w coś tak okropnego.
Z mgiełką się raczej już nie polubię, leży nietknięta gdzieś w szafie i czeka aż znajdę kogoś, komu się ten konkretny aromat spodoba. Wiem że inne egzemplarze cieszą się sporym zainteresowaniem. Ciężko było znaleźć w internecie jakieś informacje lub zdjęcia. Na blogach są chwalone, wymieniane w ulubieńcach podczas ciepłego lata. Może kiedyś odważę się na przetestowanie którejś z owocowej wersji, na razie jednak zdecydowanie podziękuję.

1 komentarz :

  1. W sumie lubię takie mgiełki o zapachu kwiatowym+obserwuję

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka