14 sierpnia, 2012

Dieta aspirynowa / uczulenie na salicylany

Zazdroszczę ludziom pogodzonym ze swoimi chorobami. 'Tak ma być' i koniec, nie ma dyskusji: z katarem, rakiem i AZSem można tak samo korzystać z życia.
Zimą na 'moim' oddziale leżała pewna staruszka. Nie miała jednego oka, drugie zajęła jaskra, a zdrowa skóra stanowiła znaczną mniejszość na jej ciele. Usłyszałam raz jak rozmawiała z inną pacjentką, twierdziła że 'bóg tak chciał', a ona żalu nie ma. Przecież decyduje siła wyższa, a siła wyższa wie co robi. 
To był chyba jedyny raz, kiedy zazdrościłam komuś, że umie wierzyć. Ja tłukę się o ściany, wariuję z rozpaczy i - ostatnio coraz częściej - ze strachu.

Okazuje się, że w kwestii pokrzywek bardzo często szkodziłam sobie sama. Lekami od bólu głowy. Pochłaniałam Solpadeine jak powalona, dopóki się nie okazało - jak zwykle zupełnie przypadkiem - że to był taki mały katalizatorek tych najsilniejszych opuchlizn i plam. Niestety pani doktor alergolog (powiedz ktoś 'doktór' w mojej obecności, I dare you! chlasnę oprawionym doktóratem przez łeb) mimo dokładnego opisu moich perypetii, wrażeń specjalnych i odkryć dokonanych na ulotce dołączonej do opakowania, nie powiedziała na ten temat nic. Nie żebym po pierwszym spotkaniu wymagała postawienia dokładnej diagnozy ale - cholera jasna - jakieś wskazówki, rady, dziesięć przykazań? 
Rozwiązanie znowu spadło z internetu, wertując atopowe.pl rzuciła mi się w oczy 'dieta aspirynowa'. Że co, że pudełeczko od Bayera ma mnie wyleczyć? A, figę. Czytam, googluję, czytam, mruczę pod nosem przekleństwa (to od rozjaśniania się w głowie). Jakieś salicylany, estry kwasów, dieta polecana przy pokrzywkach, astmie aspirynowej...
Łykałam combo sterydy + dwa inne rodzaje leków - nic nie dawały. Po zjedzeniu cukinii w bezglutenowej panierce* obsypało mnie jak zawsze ("WTF, cukinia może uczulić?"). Codziennie obsypywało mnie jak zawsze. 
Eureka.

Istnieje coś takiego jak uczulenie na salicylany. Estry kwasu salicylowego. Acetylosalicylowego, czyli aspirynę właśnie, a także sporo innych leków. Owoce, szczególnie jagodowe, zioła, herbata... Lista jest spora, a Wikipedia bardzo ładnie wszystko rozpisała. Padłam, jak w ostatniej kolumnie znalazłam korniszony, wpierdzielałam je dzień w dzień. W przedostatniej - kabaczki. Nooo, to by się zgadzało!
R. z miną winowajcy wykańczał Nutellę, kiedy ja śliniłam się do rzymskiej pieczeni, faszerowanych jajek i oponek serowych znalezionych na blogu Salicylanki. Dziewczyna zamieszcza tam przepisy z bezpiecznych produktów, poza tym z pewnością będzie bezpieczniejszym źródłem wiedzy na temat. Ja na razie czytam, dowiaduję się i czekam na wizyty u alergo- i dermatologa. 

Mimo bólu głowy przypominającym o sobie od kilku dni, po takiej dawce informacji prowizorycznie nie tknęłam nawet paracetamolu. Ból się nasilał razem ze strachem o skutki uboczne, ja gryzłam palce i nie spałam po nocach. Przysięgam, każda moja migrena to był przy tym pikuś. Skończyłam u lekarza podkurowana kroplówką, a drgawki jakie dostałam na propozycję wykonania punkcji lędźwiowej wystarczyły, żeby wypisano mi receptę na Ketonal forte i ten przyjemny zabieg na razie darowano.

Połknięciu tabletki towarzyszył strach, każde ukłucie w czaszce powoduje strach, gula w gardle - nie inaczej, przepraszam pana, czy ja właśnie zaczynam puchnąć?
Żeby nie ześwirować, spadam na tydzień do domu. Nie żeby leczyć nerwy, to nie w tej rodzinie ;) ale może domowy obiad (sałatki jarzynoooowej!) i kocio-psie futra zajmą mi głowę na jakiś czas. 


*Niespodzianka: po testach z krwi okazuje się, że ani na mleko, ani na jajka, ani, drodzy moi, na cholerną pszenicę czy żyto uczulona ponoć nie jestem. To ja się pytam, co zrekompensuje mi fortunę wydaną na bezglutenowe pieczywo i wysiłek+cierpienie włożone w przeżuwanie tego? Już nie mówiąc o ostatnich świętach wielkanocnych, kiedy rodzina na moich oczach wpierniczała ciasta i jajca, a ja miałam placek z jabłkiem z gotowej mieszanki dla alergików i specjalnie upieczony kawałek mięsa bez przypraw?


Przy okazji: czy Rossmann robi mnie w jajo?
Zakodowało mi się w głowie, że pianka do golenia z Isany jest tania i dobra, bo jest dobra i tania. Maszynki dawno porzuciłam na rzecz depilatora, ale przed wakacyjnym wyjazdem stwierdziłam, że na depilator warunków nie ma - potrzebuję więc pianki, na gwałt, teraz, zaraz. Koniec czerwca był. Przy półce przeżyłam lekki szok, bo zamiast odliczonych w pamięci niecałych czterech złotych polskich muszę dyszkę wyciągać, dyszkę bez grosza! 
Dziś dostałam ichniejszą gazetkę promocyjną, pianka przeceniona z 5,29. Ominęły mnie jakieś anomalie cenowe, czy na dworcach mają w zwyczaju liczyć sobie więcej?


Bardzo chciałam załączyć tu odpowiednią grafikę, ale hasło 'jeż nie ogarnia systemu' jest dla gugla za dużym wyzwaniem.

11 komentarzy :

  1. nie obraź się, ale z sympatii do Twojej osoby & Twojego bloga...bardzo współczuję Ci ciężkich perypetii związanych ze zdrowiem & wysyłam dużo siły, żebyś mogła dzielnie walczyć. niemniej jednak nie mogę powstrzymać się od refleksji, że zaoszczędziłabyś sobie sporo cierpienia, gdybyś mocno popracowała nad swoją podświadomością, która moim zdaniem wysyła Ci sporo sygnałów związanych z samopoczuciem. wiem, że się łatwo mówi, ale mówię to z perspektywy osoby, która kiedyś potrafiła wmówić sobie ból migrenowy (z obawy & strachu właśnie...) & po kilkunastu minutach już go czuła. strach wzmaga cierpienie, ba, czasem je nawet powoduje...spróbuj oderwać się od kwestii 'co & dlaczego?'...sposobów jest mnóstwo. medytacja, joga, motywowanie się na tyle silnie, aby spokojnie żyć z dnia na dzień. przestawiłam w ten sposób swój światopogląd, gdy kilka lat temu wykryto u mnie guza na jajniku. od tego czasu uparcie powtarzałam sobie, że jestem zdrowa, silna & nic mnie nie zniszczy. potem stał się mały 'cud' - kilka miesięcy później wyszło na jaw, że guz autentycznie wchłonął się, nie pozostawiając żadnego uszczerbku na zdrowiu.

    od tej pory żyję tak codziennie: każdego ranka mówiąc sobie, że jestem zdrowa, silna & szczęśliwa. oczywiście, że przykre wypadki się zdarzają, ale 1/ rzadziej, 2/ już wiem, jak sobie z nimi radzić. życzę Ci wszystkiego dobrego. dużo siły. będę myśleć o Tobie intensywnie w trakcie medytacji. trzymam kciuki na skierowanie podświadomości na dobre tory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Digger, świrze, ja tu czytam i czytam i nigdzie nie mogę znaleźć powodu do obrażenia się!
      Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele siedzi w mojej głowie. Zimą, kiedy wokół oczu miałam suche, spuchnięte czerwone koła wzruszałam ramionami i śmiałam się do konsultantki z Douglasa że podkrążone oczy to mój znak rozpoznawczy. Zadziornie patrzyłam prosto w oczy (nie lubię powtórzeń w zdaniach, kurde) ludziom - głównie babom - które mi się przyglądały. Gdzieś coś pękło, od marca nie mogę się pozbierać do kupy. Obiecuję sobie zgłosić się do psychologa/psychiatry ale odrzuca mnie myśl, że musiałabym kolejnej osobie opowiadać wszystko ze szczegółami. O jodze też myślałam, kłębek nerwów ze mnie. Problem w tym, ze zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia; teraz zasłaniam się sesją, może od października tym razem naprawdę pozbieram się i wezmę za siebie. Właśnie zdałam sobie sprawę, że szkoda by było stracić to 'pierdolnięcie', jakie wypracowałam sobie w liceum.

      Co do guza - wow, dobrze że to tak się skończyło. Będziesz moim prywatnym przykładem na efekty pozytywnego myślenia. Nawet jeśli ze mnie raczej czarna chmura ;)

      Usuń
  2. A sprawdzałaś jak działa na Ciebie ibuprofen? Słyszałam kiedyś od lekarki, że jest to najbezpieczniejszy środek przeciwbólowy, podawany nawet dzieciom powyżej 3 miesiąca życia. Sama używam - z paracetamolem, który na mnie nie działa czy aspiryną spotykam się znikomo jeśli nie wcale.

    A na półce w rossmanie zapewne stał żel do golenia,a nie pianka. Tenże żel kosztuje 10zł, pianka jak i w gazetce napisali jest blisko połowę tańsza ;).

    Trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ibuprofen od dawna na mnie nie działał, poza tym nie jestem pewna czy mogę go łykać. Na razie się trzymam bez wspomagaczy.

      Masz rację, to żel! Cholera, powinnam częściej aktualizować swoje dane na temat asortymentu drogerii :D

      Usuń
  3. Przy uczuleniu na salicylany nie wolno brać ketanolu. To jest niesteroidowy lek przeciwzapalny. A tak przy okazji, ja miałam potwierdzone uczulenie na NLZP, a co za tym idzie na salicylany przez wstrzyknięcie pod skórę polopiryny. Oczywiście pod kontrolą lekarza. Zaczęło puchnąć zanim jeszcze pani pielęgniarka wyciągnęła igłę.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę jak najszybszego zdiagnozowania alergenu. Przeczytałam Twoje posty i bardzo możliwe, że są to salicylany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wizytę i komentarz! Niedługo widzę się z lekarzem, spróbuję wyciągnąć jakiekolwiek informacje na ten temat. Przeraziłam się, jeśli chodzi o ketonal. Na szczęście nie zareagowałam w żaden sposób, a po jednej tabletce wróciłam do życia i do dziś głowa mnie już tak nie boli.

      Usuń
  4. Toś mnie zaskoczyła w tym momencie, i po raz kolejny za sprawą Twojego bloga dowiaduję się jak mało wiem o AZS, o którym jako posiadaczka, powinnam wiedzieć dużo. kicha.
    ale, ale; ostatnio, polecona mi została przez osobę również posiadającą urocze AZS, roślina o milusiej nazwie: żyworódka.
    gdy patrzyłam na pomysłodawczynie, nie uwierzyłabym,że ma AZS, gdyby nie pokazała zdjęć sprzed 3 miesięcy. owszem, Ona sama ale z wysypem strasznym, wszędzie. poratowała się żyworódką, i ja już dzielnie trzymam ją na oknie czekając aż zakwitnie.
    okładanie się owocami tego kwiatu, wyciskanie soków z jego liści; słowem wszystko co ma roślinka, przykładać do obrzęków.
    dam znać czy u mnie zadziała, ale; warto spróbować czyż nie?
    trzymaj się kochana:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po najbliższej przeprowadzce założę hodowlę. Na razie (odpukać) cyklosporyna trzyma wszystko w ryzach, jednak boję się co będzie po jej odstawieniu. Okładaj się ;) i daj znać, jak efekty!

      Usuń
    2. Ja przeczytałam "(..) o milusiej nazwie: wódka"i pomyślałam o tych czasach, kiedy faktycznie picie pomagało mi się zdystansować, choć oczywiście nie pomagało ze swędzeniem i łuszczeniem ani pokrzywką. Nie poddawałam się jednak i piłam więcej i coraz bardziej regularnie. Kiedyś piłam prawie 2 miesiące bez przerwy. Do dzisiaj twierdzę, że moje najlepsze prace pisemne powstały właśnie wtedy.. i na zajęciach byłam bardziej pewna siebie..
      Anyhoo, napić się zawsze można (było).

      Usuń
    3. Wielu dobrych pisarzy jest idealnym przykładem tego, jak dobrze alkohol wpływa na dzieła literackie. Też miałam taki czas że się znieczulałam, ale wtedy jeszcze nie na azs a na depresję. Później odstawiłam, zwolniłam tryb życia i mnie wysypało. #nokurwa

      Usuń
  5. Ja niestety mam i salicylany i białko mleka krowiego i pszenicę i żyto i soję i marchew nawet na liście wykluczonych z diety :( Ale jakoś żyję :) Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka