27 sierpnia, 2014

O pracy na wyspach kosmetycznych #3, nie lubię ludzi edyszyn

Kątem oka dostrzegam babę, która bez skrupułów odkręca butelkę z czerwoną emalią, wyciera pędzelek o szyjkę i zostawia na niej potężną porcję lakieru. Staję obok niej i ćwierkam radośnie, jak ćwierkają sprzedawczynie z największych koszmarów:
- Przepraszam, ale te lakiery są na sprzedaż, prosiłabym o nieodkręcanie ich. Czy pomóc znaleźć pani jakiś kolor?
- NIE.
Baba z rozmachem odstawia butelczynę na półkę i odchodzi szybko, żeby nikt nawet nie zdążył zauważyć, że przed chwila stała w miejscu w którym tak ją znieważono. Nic nie tracę: zachęcona sytuacją klientka kupuje dwanaście lakierów, a ja wiem że działam według najnowszych wytycznych firmy, które w dodatku sama zaproponowałam.

Już przy poprzednich edycjach tej, można by rzec, serii wpisów, tłumaczyłam się gęsto że lubię swoją pracę (jako dodatek do studiów) i że moim marzeniem na ogół nie jest wyrżnięcie wszystkich w pień. Jestem towarzyskim wydaniem jeża, lubię ludzi i nie mam problemu z nowymi znajomościami, ale osobistości które odwiedzają mnie w pracy często mam ochotę poddać torturom i kazać im do końca życia rozdawać ulotki. Nie lubię tej masy, ogółu który nie zjeżdża z drogi karetkom, spaceruje po ścieżkach rowerowych, zostawia komentarze "fajny wpis zapraszam do siebie" a bliskim omdlenia osobom w komunikacji miejskiej się przygląda, zamiast ustąpić miejsce siedzące. Wszystkie moje uczucia świetnie ujęła w słowa autorka tl;dr, której wpisy wczoraj nadrabiałam po odkryciu, że facebook faktycznie ogranicza zasięg postów. Poza jej zasięgiem znalazłam się, niestety, ja.

- Dzień dobry, czy dostanę biały lakier do frencha z cienkim pędzelkiem?
- Niestety, nie mamy takich do zdobień ale już pani pokazuję, jaki pędzel mają nasze standardowe lakiery.
- Nieee, ten będzie nieodpowiedni. A cienkich nie ma?
- Wszystkie nasze lakiery mają takie pędzle, ewentualnie jeszcze szersze.
- A jakichś cienkich nie będzie?

Wiecie, jak wiele osób nie zwraca uwagi na syf, jaki wokół siebie robi? Albo robi go celowo? Nie moje - nie interesuję się. Łóżko w hotelu nie ja będę sprzątać, więc wpieprzę się w pościel z butami. Za uszkodzony lakier nie ja zapłacę, więc odstawię odkręcony, żeby zgluciał sobie w spokoju.
Niechciany paragon dużo łatwiej jest po prostu pozostawić na ladzie, a mimo to często znajduję takie wyrzutki zgniecione, porzucone tuż pod nią. Kiedy ja kończę transakcję, klientka sięga po wydruk, patrzy mi w oczy, rozmawia ze mną, a jej ręka wędruje w dół, zgniata papier i niedbale go wypuszcza. 
Inna przychodzi z bajaderką. Bierze solidnego gryza i mówi mi, czego szuka. Pochyla się nad półki, nad świeżo wysprzątane lakiery (z których każdy osobno otarty jest z kurzu i zła tego świata), wyciąga szyję i bierze kolejny kęs ciastka, a okruchy wirują niczym konfetti, pędząc na spotkanie z czystą białą powierzchnią.
Lakiery w ogóle mają moc przyciągania: kładą się na nich dzieci, kobiety z ulgą stawiają pełne zakupów torby, faceci zamiatają połami rozpiętej kurtki, a koleżanka ze sklepu naprzeciwko raz na jakiś czas wydaje lakoniczny komunikat: "domino ci się zrobiło". My, sprzedawcy, rozumiemy się prawie bez słów.

Obsługuję klientkę, rozmowa toczy się dynamicznie, a ja jestem właśnie w trakcie dłuższej wypowiedzi (a kiedy nie jestem?), kiedy zza moich pleców dobiega nerwowe:
- Przepraszam! Przepraszamprzepraszam!
Kontynuuję wątek, bo o ile na początku swojej pracy starałam się dogodzić pięciu osobom jednocześnie, tak teraz wolę skupić się na jednej klientce. Come on, nieładnie tak się wcinać w rozmowę.
- Przepraszamprzepraszamprzepraszam!
Co'est, ktoś potrzebuje szminki do uratowania świata? Odwracam się, wolałabym nie mieć ludzkości na sumieniu.
- Gdzie jest kino?

Ludziom ciężko przychodzi wymówienie "proszę" i "dziękuję". Niektórzy nawet pytania zadają w formie rozkazu, albo, jeżeli mają dobry dzień, ograniczają się do komunikatów: toaleta, wejście do kina, wejście do kina, inglot, toaleta, wejście do kina, empik, żą lułi dej-wit.
- Lakiery które zmieniają kolor w zależności od pogody i zmywają naczynia w parzyste dni tygodnia.
- Niestety nie ma...
- Dziesefora.

Klientka o numerze rejestracyjnym GO666AWAY kręciła się wokół lakierów niepewnie, po czym odeszła. Tylko po to, żeby wrócić i łaskawym tonem stwierdzić, że zrobi mi tę przyjemność i wybierze sobie jakąś czerwień.
- A czyyyy... ma pani jakiś zmywacz do paznocki, taki do użycia?
Potwierdzam i już widzę co się święci: będzie chciała wymalować paznokcie.
- A czy jest bez acetonu?
Zaprzeczam.
- A to ja nie mogę, bo mi hybryda zejdzie - wymawia tonem, który wcale nie sugeruje zakończenia rozmowy, z czym czuję się dość niezręcznie (podobnie jak wymęczona hybryda, po której widać, że natural ruffian manicure jej nie w smak, a za acetonem tęskni). Ona patrzy na mnie oczekująco. Ja muszę wyglądać jak pierwszorzędny debil, bo przyglądam się jej intensywnie myśląc, jak by tu zgrabnie zakończyć rozmowę. Cisza się przedłuża, z centrali dostaję sygnał: spontanicznie coś jej powiedz, od serca!
- Aha. 

Ciąg dalszy jak zwykle nastąpi.

35 komentarzy :

  1. Uwielbiam Cię. Naprawdę, powinnaś swoją cierpliwością obdarzać świat.
    A teraz powiem Ci w sekrecie, że ja dla pań i panów w sklepach/na kasie/wyspach kosmetycznych/itp. jestem zawsze przemiła, przeuprzejma i przeuśmiechnięta, nawet, gdy mam najgorszy dzień. Bo oni i tak mieli jeszcze gorszy. Przez ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś opierdzieliłam moją mamę, jak do "poproszę bilet jednorazowy" nie dorzuciła "dzień dobry". Od razu brzmi inaczej.

      Ja zawsze włączam sobie miły głos, pełen pakiet powitań i pożegnań, ale jak widzę, z drugiej strony, że sprzedawca burczy nieco ponad normę, to zwracam uwagę. Można mieć gorszy dzień, ale są pewne granice i tego.

      Cierpliwości w życiu prywatnym nie mam. Z naszej dwójki to R. jest tym good cop, ja drę twarz bez liczenia do dziesięciu.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. A zasoby ludzkiej cierpliwości tak bardzo ograniczone.

      Usuń
  3. Jestem pod wrażeniem, że nie siedzisz w więzieniu za mord popełniony pod wpływem silnego wzburzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płacą mi za to. Czasami sobie wyobrażam że to moja prywatna działalność i każę wypierdalać pewnej babie, na opisanie której sił mi już tym razem nie starczyło.

      Usuń
  4. Matko bosko! Czytam o sobie :). Jedziemy na tym samym wózku wypełnionym stadem (tak, "stadem" to dobre określenie) klientek, którym się należy, które gdyby mogły, oblałyby cały świat wiadrem pełnym bezsensu istnienia, pogardy i wyższości. Cierpliwość jest cnotą - moja bywa dziwką, ale dobrze kamuflującą się. Trzymam więc kciuki za cnotliwość Twoje własnej - dobrze znam kontrast, który wcale się nie wyklucza - "lubię moją pracę"/"zaraz wyjdę z siebie". Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to wątpliwe szczęście, że pracuję w centrum handlowym które przez niektóre jednostki uznawane jest za ekskluzywne, bo sporą jego część zajmują drogie butiki. Baby myślą, że jak mają w łapie korsa a w korsie ajfona, to wszyscy inni powinni im lizać buty. Wiele z nich jest sympatycznych, ale są takie, które przychodzą z nastawieniem "jesteś plebsem, bo nie klepiesz milionów" i mam czasami ochotę umyć podłogę ich ułożonymi fryzurkami.

      Usuń
  5. Pewnego dnia stanę na Twojej wyspie :) nic nie odkręcę, niczym nie pochlapię i nie będę próbowała zmywać hybrydy ;)) Mam nadzieję, że taką wyróżniająca się z tego tłumu, mnie rozpoznasz :) ps. nie lubię bajaderek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wrześniu będzie mnie mało - sesja nadchodzi! Ale mam nadzieję, że jakoś na siebie trafimy :)

      Usuń
  6. Celnie ujęłaś problem, który obserwuję coraz częściej z rosnącym w duchu przerażeniem. Mam wrażenie (nieco uogólniając), że w Polsce rzesze klientów nie rozumieją/nawet im to do głowy nie przyjdzie, że również za ladą stoi człowiek, a nie robot/niewolnik, którym można dowolnie pomiatać. Podzielę się sytuacją z poczty, a co:
    panienka podchodzi do okienka i mówi, że ma przesyłkę do odbioru. Awizo? No nie ma. Paczka czy polecony? Ona "tam nie wie". Pracownica szuka po adresie w komputerze, nie ma ani paczki ani listu. No ale musi coś być, bo było awizo. Pani z okienka kombinuje - może pakiet, ale one są ułożone datami, a nie ulicami. Kiedy przyszło awizo? Dziunia nie wie. Po paru minutach udało się znaleźć pakiet (a co tam dla dziuni, że kolejka czeka, a pani z poczty ma więcej pracy). No a może jest jeszcze jakaś inna przesyłka na ten adres, ale na inne nazwisko? No szukaj kobieto, przecież jestem władczynią twojego czasu i czasu innych czekających!
    Sorry za spam, musiałam to z siebie wylać...pozdrawiam!
    Natural ruffian manicure, omojboze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden spam, żaden spam! Wylewaj tu co ci na sercu leży ;)

      Zastanawiam się właśnie jak to jest w innych krajach, ale tutaj często odnoszę wrażenie, że osoby sprzedające/roznoszące ulotki/sprzątające są traktowane jak przykład dla dzieci "patrz jak skończysz jak nie będziesz się uczyć". A ci wszyscy ludzie łapią takie a nie inne prace, bo zapieprzają już na studiach i dorabiają tak, jak pozwalają im na to okoliczności.

      Usuń
  7. Wszystkie sytuacje wołają o pomstę do nieba, ale najbardziej ciśnienie podnieśli mi ludzie od wyrzucania paragonów na podłogę. Chamstwo, głupota, to nie nowość, ale żeby wziąć kawałek papieru (jeszcze zdając sobie sprawę, że to widzisz) tylko po to, aby go rzucić na podłogę, to trzeba mieć IQ rozwielitki. To już nie jest nawet bezczelność, tylko kompletny kretynizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na paragony trafiam już po tym jak klienci odchodzą, ale wystarczy rzut oka na listę zakupów i już pamiętam sytuację. Tak na bieżąco to wkurzają mnie najbardziej... cholera, chyba nie mam faworyta.
      http://fsymbols.co/pictures/thumbs/3/thumb-dont-discriminate-hate-everyone-equally-humormeetscomics-3889.jpg

      Usuń
  8. Oj tam, bez takich klientów byłoby nudno.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaczynam dzis prace we flormarze. Pomusz :(((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie dobrze! Klienci wszędzie są tacy sami, a praca sama w sobie przyjemna :)

      Usuń
  10. Pięknie napisane i opowiedziane, czytałam z zapartym tchem, zastanawiając się przy okazji, co o mnie myślą sobie sprzedawcy. Jestem uprzejma, zwroty grzecznościowe mam opanowane, ale może też wyglądam głupio, nieprzyjemnie, jakoś? I może mam okropne paznokcie i to widać? Ojej, zestresowałam się! Ja akurat najbardziej lubię robić zakupy w sklepach, w których nie jestem pod obstrzałem, czyli nie przy wyspach, tylko tam, gdzie mogę pochodzić, pooglądać, pomacać testery i nikt nie będzie mi patrzył na te moje nędznie pomalowane paznokcie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli klientka jest miła, to nawet odpryski na pół palców schodzą na drugi plan ;)
      Ostatnio z jedną kobietą rozmawiałyśmy o przetworach na zimę, bo śmiała się ze swojej żałoby za paznokciami - po obrobieniu kilku kilogramów warzyw nie zawsze jest łatwo doszorować dłonie, a my jesteśmy tylko ludźmi przecież. Takie elegantki w każdym calu jak ta od hybrydy zwracają na siebie uwagę, ale standardowo klientki nie są pod obstrzałem (i mają lepiej pomalowane paznokcie ode mnie).

      Usuń
    2. co za ulga ;). moja koleżanka, która prowadzi sklep ze świeczkami YC, narzekała kiedyś na ludzi, którzy wpadają do sklepu w trakcie rozmowy telefonicznej. jej sklepik jest bardzo mały, prawie jak kiosk ruchu, a ludzie wpadają do środka, oglądają to, co ma na półkach, gadają przez tel. i nawet nie powiedzą dzień dobry. potem wypadają bez do widzenia, bo przecież rozmawiali przez telefon, prawda? to dopiero ocieka chamstwem i w głowie mi się ledwo mieści :/

      Usuń
    3. Też takich nie lubię! Wystarczyłoby chociaż, no nie wiem, nawiązać kontakt wzrokowy i skinąć głową albo się uśmiechnąć przecież. Czasami nie mogę jakiejś rozmowy przełożyć, więc staram się być wtedy ultra miła dla sprzedawcy żeby nie wyjść na totalnego buca. Zapamiętałam jedną klientkę, która prowadziła przez telefon ploteczki wystarczająco donośnym głosem, żebym miała problem z porozumieniem się z aktualnie obsługiwaną osobą. Później ta rozmowna podeszła, postawiła lakier, podała gotówkę i nara.

      Usuń
  11. Jeż, wyjdź za mną.

    -----------------------

    Mnie tacy ludzie po prostu męczą, mierzi mnie ich bezmyślność i podejście typu "jest dobrze, bo mnie jest dobrze", bo właśnie takie podejście prezentują ci, wymienieni w drugim akapicie.

    ------------------------

    Rety, ale bym chciała Ciebie spotkać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad3: no da się zrobić kiedys, no da się, jak tylko ze sprawozdań na fizykę wybrnę :P

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka