09 lipca, 2013

Niedziela: dzień na 'nie'.

Raz.
Wykorzystując jedyny wolny od pracy dzień w tygodniu, postanowiłam zrobić sobie dobrze śniadaniem na balkonie. Balkon - jak mówią znajomi - mam zajebiście duży. Porównania nie mam, to mój pierwszy własny jest - ten balkon znaczy się. Odpicowałam dwie kanapki - kolorowe były jak jarmarki u Marylki, w dodatku każda hojnie obdarzona garścią kiełków rzodkiewki. Podnoszę pierwszą z nich do ust i... sruuuuu, zawiał wiatr, kiełki poszły w cholerę a zamiast nich do ust trafiają moje własne włosy, przy okazji chlastając mnie po twarzy. Koniec z lansem na meblu ogrodowym, koniec ze świeżym powietrzem, wracam do pokoju gdzie leżą parujące alkoholem ciała. 
pozdrawiam Słomków co mają fajne tiszerty na stanie <3

Dwa.
Słoneczne popołudnie, Starówka. Pod zamkiem rozstawił się pan z dużymi cymbałkami, które wydają niesamowicie przyjemne, kojące, delikatne dźwięki. Dźwięki te aktualnie składają się w znane wszystkim ze Shreka Hallelujah; leżę na murku, zamykam oczy, słońce rozsiada mi się na skórze. Jest mega błogo, oddech równy, ciśnienie prawidłowe, odruchy neurologiczne w normie.
...Chwilę później przychodzą panowie z orkiestry dętej i pierwsze dźwięki wydawane przez tychże odczuwam jak nałożenie mi na głowę dzwonu Zygmunta. JEB! ŁUP! JEB! ŁUP! Po włosach przebiega mi dziewczynka w różowej sukience i białych falbaniastych skarpetkach do sandałów.


Nie można się zrelaksować w tym mieście.

05 lipca, 2013

"...i żeby Cię ta alergia nie męczyła."

Wczoraj od rana było mi ciężko. Próba rozprostowania palców prawej dłoni skończyła się płaczem; właściwie wszystko kończyło się płaczem. Wisiała nade mną myśl, że właśnie kończę dwadzieścia jeden lat i zamiast w pełni korzystać z życia, chwytam tylko jakiś marny ułamek. Wśród życzeń zdecydowanie przeważały te dotyczące zdrowia. Ja też tylko tego chcę. Wszystko inne będę wtedy w stanie załatwić na własną rękę.

Wdech, wydech. Dziś jest poprawnie. Mogę rozprostować palce i zgiąć ręce w łokciach. Pokrzywka po pilatesie była znacznie lżejsza. Trochę bardziej wegetuję niż żyję, a jeśli żyję to myślą, że to się w końcu zmieni.

30 czerwca, 2013

HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji! - część 3/3


Dzień dobry. Jest niedziela, dzień po szalonej sobocie bardzo leniwy. Wczoraj znowu odwiedziłam pogotowie w trybie emergency, co było nieco stresujące, bo wiedziałam że za kilka godzin jestem gospodynią imprezy. Na szczęście zastrzyki dały radę, opuchlizna z twarzy ustąpiła, spotkanie towarzyskie (ekh, ekh) się udało, a ja utwierdziłam się w przekonaniu że pracuję z rewelacyjnymi ludźmi. Miło jest z takimi pracować, równie miło jest też słuchać komplementów na swój temat, szczególnie jeśli o osobowość chodzi. Chociaż nad talią też pracuję, to mimo wszystko mózgi mają  u mnie przewagę. Tak. To był pozytywny dzień. Ale ja nie o tym chciałam.

Moje testowanie HexxBOXa powoli dobiega końca, a ostatni otrzymany produkt z serii Emoleum Flos-Leku dobija dna. Najwyższa więc pora, żeby rozliczyć się z obietnic producenta dotyczących kremu nawilżającego do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej.


Jeśli czytałyście czytaliście moje poprzednie recenzje, wiecie już, że każdy produkt opakowany jest w estetyczny kartonik posiadający wszystkie potrzebne informacje i zapewnienia. O czym zapomniałam wspomnieć przy okazji ich pisania to to, że poza kosmetykiem opakowanie zawiera też ulotkę, opisującą czym jest atopowe zapalenie skóry oraz skóra atopowa sama w sobie, jak powinno się ją pielęgnować i jakie produkty do tego celu proponuje nam Flos-Lek. Z pełną treścią ulotki możecie zapoznać się tutaj.
75 ml kremu zamknięto w dość niskiej i pękatej tubce, która dzięki swym gabarytom wydaje się taka... symaptyczna. Łatwiej upchnąć ją do kosmetyczki, a dzięki lekko matowemu wykończeniu plastiku, pewniej leży w dłoni. Opakowanie zupełnie nie stawia oporu kiedy chcemy je przeciąć - co bardzo polecam, bo produktu w środku możemy znaleźć jeszcze sporo, kiedy standardowym sposobem już nic nie chce się wydostać.

Bardzo długo wydawało mi się, że tylko gęste smarowidła otulające moją skórę są dla niej wskazane. Okazuje się, że niekoniecznie! Krem Flos-Leku jest rzadki, łatwo wydobywa się z tubki i szybko wchłania. Przy odrobinie nieuwagi można pozbyć się go z palców na rzecz lustra czy umywalki. Polubiłam go za lekkość i orzeźwienie, jakie funduje rano mojej twarzy. Świetnie współpracuje z podkładami (używam zamiennie kilku burżujów i Colorstaya).

Przejdźmy jednak do najważniejszego - działanie. Od jakiegoś czasu borykam się z nawracającym wysuszeniem kącików ust. Nie dość, że przypadłość jest uciążliwa, to w dodatku wygląda mało estetycznie. Towarzyszące jej zaczerwienienia ciężko jest zakryć, a jeśli już się uda - niemożliwy jest przy tym brak podkreślenia ekstremalnie przesuszonej, łuszczącej się w tym miejscu skóry. Stosowany na co dzień nawilżający krem Physiogel nie dawał rady. Wspomaganie się olejkiem arganowym i żelem hialuronowym również nie zmieniło stanu rzeczy. I wtedy do akcji wkroczył on...


Początkowo po aplikacji odczuwałam lekkie pieczenie ze względu na zawartość mocznika (o czym z resztą zostaje uprzedzony każdy, kto przeczyta informacje o substancjach czynnych), jednak jak się okazało, jest to składnik który na dłuższą metę dobrze mi służy. Wszelkie niepożądane reakcje ustąpiły bardzo szybko. Już trzeciego dnia stosowania skóra stała się ukojona i przyzwoicie nawilżona, a przesuszone okolice ust [uwaga, uwaga...] przestały dawać mi się we znaki! Proszę państwa, mamy tutaj do czynienia z naprawdę dobrym zawodnikiem.
Ciężko mi napisać więcej o reakcji mojej twarzy (niesamowicie pozytywnej z resztą) na ten produkt, bez przepisywania treści z kartonika. Dzięki regularnemu smarowaniu (rano i wieczorem), pozbyłam się zaczerwienień i suchych placków na rzecz miłej w dotyku, miękkiej i odczuwalnie nawilżonej powierzchni facjaty. Nawilżenie to nie znikało, kiedy wieczorem pomijałam aplikację na rzecz złuszczającego kremu z kwasem migdałowym. Co tu dużo mówić - jest to krem, w którym naprawdę wszystkie obietnice producenta są spełnione. Trochę pluję sobie w brodę, że mam jeszcze nieruszone zapasy mazideł do twarzy, których działanie znam i wiem, że nie jest tak rewelacyjne. Owszem, wydawały się być w porządku, ale właśnie - tylko w porządku. Okazuje się, że da się zrobić coś jeszcze lepszego.
Zapomniałabym! Na koniec jeszcze skład.


Całą serię Emoleum uważam za udaną i godną uwagi. Balsam do ciała nie jest jakimś wielkim 'wow', ale to produkt całkiem przyzwoity. Olejek do mycia już za kilka dni ponownie zagości na mojej półce. Krem? No cóż, same widzicie. Mam nadzieję, że nie znudzi się mojej twarzy.
Chętnie sprawdzę na własną rękę, jak sprawują się pozostałe produkty spod szyldu Emoleum. HexxBox zdecydowanie rozbudził moją ciekawość, chcę więcej!

1001pasji.com

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka