07 listopada, 2015

Sylveco: wygładzający peeling do twarzy


Przychodzi zima, skóra atopika wymęczona ogrzewaniem i suchym powietrzem skrzypi i się osypuje, każde dotknięcie piecze i boli, a na myśl o kontakcie z kosmetykiem innym niż Lipobase człowiekowi chce się wyć i skomleć. Mam ciarki na myśl o choćby zeszłorocznej zimie, kiedy nosiłam na twarzy maskę z parafinowego podkładu, a zdzierać go chciałam razem z okruszkami naskórka peelingiem mechanicznym.

Bywało, że chęci te brały górę nad zdrowym rozsądkiem, tarłam więc i zdzierałam na potęgę, starając się wyłączyć świadomość na kilka sekund między zmyciem kosmetyku z twarzy a nałożeniem na nią grubej warstwy tłustego kremu. To najgorszy moment, bo skóra robiła się jeszcze bardziej ściągnięta, jeszcze bardziej piekła i szczypała. Nie znałam innego sposobu na pozbycie się tej kompromitującej mnie wśród ludzi warstwy pyłu, kuchu i płatków prawieśniegu bez towarzystwa okrutnego dyskomfortu.
A później poszłam na Dni Alergii i nic już nie było jak dawniej.

Wygładzający peeling w listopadzie Anno Domini 2014 był nowością i chwała mu za to; nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie obsługa targowego stoiska Sylveco, promująca najświeższe wynalazki marki. Po zdradzeniu charakterystycznych cech mojej twarzy dokonałam z nimi wymiany gotówki na paczkę dobroci, w którym żółto-biały kartonik grał główną rolę.

Poem tak: nigdy wcześniej (i później) nie spotkałam się z tak specyficzną konsystencją peelingu. Tyle się naczytałam o korundzie, że otwierając słoik spodziewałam się killera nie z tej Ziemi. Tymczasem pod palcami wyczułam produkt pachnący cytryną i werbeną, o maślanej konsystencji, stawiający opór wywieranym przez użyszkodnika naciskom. Zdawałam sobie sprawę z jego składu już w trakcie zakupów, ale zapomniałam połączyć fakty. Spójrzcie na to:
Olej palmowy,  Korund,  Wosk pszczeli,  Glukozyd laurylowy,  Skrobia kukurydziana,  Olej słonecznikowy,  Witamina E,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy,  Olejek z werbeny egzotycznej
i wyobraźcie sobie, w jakim szoku byłam kiedy po pierwszym użyciu zamiast biec na oślep po parafinę w tubce, mogłam spokojnie wyjść spod prysznica i włożyć majtki. Nawet najdokładniejsze umycie japiszona wodą nie zmyje tłustej warstwy ochronnej, która zostaje z nami na całą noc i odpowiada za wygładzoną cerę o poranku.

Zawartość słoika jest na tyle wydajna, że po jedenastu miesiącach użytkowania (z przerwą w cieplejsze miesiące, nie muszę tłumaczyć) i obdarzeniu odlewkami wydłubkami krewnych i znajomych królika, ciągle muszę się mobilizować, żeby zdążyć ze zużyciem przed terminem ważności (koniec października 2015). Prawdopodobnie rozdam go rodzinie, a przynajmniej tej części która nie ma problemu z naczynkami i przetłuszczającą się skórą.

Sylveco ujęło mnie dodatkowo tym, że na stronie internetowej:
  • zamieszczono skład produktu....
  • ...który nie jest po łacinie, tylko w języku polskim
  • po najechaniu na wybraną nazwę pojawia się jej odpowiednik w INCI
  • a po kliknięciu, przekierowuje nas do charakterystyki danego składnika (jak powyżej, skopiowałam i linki same się zrobiły)

Ktoś mógłby się czepiać, że plastikowy słoik jest niehigieniczny, ale zanim to zrobi, niech spróbuje wycisnąć masło shea z tubki i przemyśli sprawę.

10 komentarzy :

  1. Po prostu do pewnych produktów słoiki są niezastąpione ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie. No nie da się inaczej.

      Usuń
  2. super, że się sprawdził w pielęgancji Twojej problematycznej skóry :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jest po nim tak miękko i przyjemnie!

      Usuń
  3. Mogę wyżebrać małą wydłubkę? Brzmi jak kosmos, pragnę kosmosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. D'uh! Tylko znajdę czysty słoiczek.

      Usuń
    2. To jest zajebiste! Naprawdę mogłam spokojnie się wytrzeć, najpierw potraktować balsamem całe ciało, a dopiero potem zabrać się za twarz :O ZERO ŚCIĄGNIĘCIA. ZE-RO. Lekkie zaczerwnienie, ale to normalne po pilingu. Nałożyłam krem, nałożyłam podkład i wszystko tip top, makijaż trzymał się lepiej niż na samym kremie.
      Chcę jakiś krem od nich, jeśli mają coś tak miłego w kremie to kupuję na 100%

      Lowe ich i lowe cię <3

      Usuń
    3. Kremów mają dwa rodzaje: lekkie kremy nawilżające w opakowaniach z pompką i dużo cięższe kremy w słoikach. Jeden taki sobie niedawno kupiłam, jeszcze nie miałam okazji na sobie sprawdzić ale jak już go uruchomię to poszukam kolejnego czystego słoiczka :>

      Usuń
  4. Boże, kupuję! Zamierzam spędzić 3 miesiące zimy w Kanadzie i aż sama zaczęłam sobie gratulować pomysłu... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupuj, kupuj! Judith wyżej potwierdziła że warto.

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka