19 października, 2012

Z ostatniej chwili

Do pociągu mam ponad godzinę, z poziomu Androida na komentarze odpowiadać nie mogę, to chociaż coś napiszę.

Czas oczekiwania postanowiłam umilić sobie rundką po Złotych. Zza jednej z wysepek wyjawia się gość i coś mi podaje. Nie dosłyszałam co powiedział, na mój pytający wzrok dodaje 'it's for free', a skoro for free to chwytam i idę dalej. Trochę mu chyba zepsułam plan zakładający że dam się uwieść i zaprowadzić na zakupy, trudno - dają, to bierz. Niosę w dwóch palcach, jak się okazuje, czerwoną karbowaną żelkę. Jest mocno zbita i pachnie trochę dziwnie, niosę ją chwilę, wącham i oglądam. Zawieszona dziś jestem strasznie swoją drogą, żelka wędruje więc do ust zastygniętych w tępym, nieprzytomnym uśmiechu.
W tym momencie uśmiech się trochę wykrzywia, ale nie mam odwagi nawet ruszyć językiem, gębą, czymkolwiek co spowodowałoby rozprzestrzenienie się smaku. Bardzo gorzkiego, ani trochę owocowego. Okej, nie spodziewałam się jakości Haribo






ale jakim debilem trzeba być, żeby zjeść mydło?

18 października, 2012

Z pozdrowieniami

dla Obsession - klik!

Jeżowe z enefzetem potyczki

Jakkolwiek by to nie brzmiało, zazwyczaj nie mogę się doczekać wizyt u aktualnej dermatolog. Przychodzę do kobiety i wiem, że kojarzy mój przypadek, że sterydy włącza tylko w sytuacji podbramkowej, a jej działania są skuteczne i na pewien - krótszy lub dłuższy czas poprawiają mi komfort życia.
Ostatnio wypatrywałam tej wizyty szczególnie - przynoszące spore efekty dotychczasowe leczenie zaczęło zawodzić i znów mogę służyć za przykład typowych objawów AZS o średnim nasileniu. Szkoda, że nie oszczędza mi oczu ani dłoni; ręce od nadgarstków po ramiona mogę jeszcze przeżyć. Jasne, że boli i swędzi ale chociaż nie jest widoczne.
Cyklosporynie dajemy już chyba ostatnią szansę, zwiększając dawkę o 50mg. Potem w grę wchodzą sterydy lub tabletki, których nazwy nie pamiętam - oba przypadki wiążą się z większym obciążeniem organizmu. Już widzę, jak Matka Karmicielka googluje lek i skupia się na skutkach ubocznych a później wspomina mi o tym w każdej rozmowie telefonicznej każąc mi go odstawić. Mamo, kurna chata, ty nie chorujesz.
Esencja mojego instynktu samozachowawczego: okresy abstynencji od jedzenia nie są dla mnie, więc na starość upodobałam sobie alergeny wziewne. Znajduje to odwzorowanie w rzeczywistości - ostatnio miewam problemy z oddychaniem. Całowanie się do utraty tchu jest teraz tak łatwe (i ani trochę romantyczne), że bez problemu mogłabym być bohaterką Harlequina o__O Nevermind, dostałam skierowanie do alergologa-pulmonologa i znowu powędrowałam do poradni na dole. W rejestracji dowiedziałam się, że jedyny lekarz o podwójnej specjalizacji przyjmujący dorosłych to... dam da dam, alergolog o której pisałam ostatnio. Bomba! Postanowiłam zaryzykować, Pani z Rejestracji powiedziała że do dobry lekarz dla moich płuc, poza tym zawsze to jeden gabinet do odwiedzania mniej.
Dopisek 'pilne' załatwił mi wizytę w ekspresowym tempie. Znowu w godzinach pracy. Zerwałam się na dwie-i-pół-godziny, żeby usłyszeć...



...




...



'Nie mogę pani przyjąć. Owszem, mam specjalizację pulmonologiczną, ale to jest poradnia alergo.'


Ani razu nie siedziałam tam dłużej niż pięć minut.
Wszystkie informacje dotyczące tematów stricte alergicznych uzyskuję wszędzie, tylko nie u niej.
Nigdy nie czułam takiej antypatii do kogoś już od drzwi.
BABO!

Dobrze, że skierowania mi nie świsnęli. Szukam dalej.


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka